sobota, 27 grudnia 2014

Chapter 1.

Była już pierwsza godzina, a ja kończyłam swoją zmianę. Zmęczenie dawało się we znaki. Wyszłam z budynku tylnymi drzwiami. W uszach dudniły mi dźwięki basu. Gorszej pracy już chyba nie mogłam mieć... Tłum spoconych ludzi oraz pijani zboczeńcy rzucający sprośnymi tekstami. Zapaliłam przed budynkiem papierosa. Zaciągnęłam się tak mocno, że poczułam substancję kojącą mój mózg. Nagle poczułam wielką dłoń oplatającą moje ramię. Szlug wypadł mi z ręki. Odwróciłam się i zobaczyłam postawnego faceta, miał co najmniej 1,80 m. Wyobraźcie sobie to, taka drobna dziewczyna mierząca 1,60 m kontra zbudowany mężczyzna. Nie miałam co się szarpać, nic bym nie zdziałała, a może nawet pogorszyła sytuację.
- To co, zabawimy się mała. - powiedział swoim ochrypłym, nieprzyjemnym głosem. Zadrżałam. Wiedziałam co mnie czeka. Nie miałam co krzyczeć, płakać, nikt by mi nie pomógł. Zaszklonymi oczami spojrzałam ze strachem na Niego. Uśmiechnął się triumfalnie i złapał za rąbek mojej koszulki. Miał ją podnieść, ale niespodziewanie usłyszeliśmy, jak się później okazało, głos mojego wybawiciela.
- Najpierw ja zabawię się Twoim ryjem, więc albo stąd spierdalasz, albo przejdę do czynów . - powiedział nieznajomy. Mięśnie mężczyzny napięły się i puszczając skrawek mojego ubrania, odwrócił się w stronę chłopaka.
- O proszę, kogo my tu mamy... Payne we własnej osobie. - prychnął ten gbur. Musieli się znać.
- Odsuń się od Niej. - powiedział mój obrońca, a chwilę potem wyciągnął broń i wycelował w przeciwnika. Ten najwidoczniej przestraszył się, bo wykonał polecenie, a już po chwili zniknął z mojego pola widzenia.
- Chodź. - powiedział nieznajomy. Spojrzałam się na Niego i poszłam razem z Nim w stronę Jego samochodu. Musiał być bogaty posiadając takie cacko. Otworzył mi drzwi, a już po chwili mogłam poczuć przyjemny zapach jaki był w aucie. Chłopak wsiadł do samochodu.
- J..ja chciałabym Ci podziękować. Gdyby nie Ty... - nie dane było mi dokończyć.
- Nie musisz mi dziękować. - oznajmił stanowczo i skręcił w inną ulicę.
- Ja mieszkam na ul...
- Wiem gdzie mieszkasz. - spojrzałam na Niego zdezorientowana. Skąd on do kurwy wiedział gdzie ja mieszkam?! To mi co raz bardziej się nie podobało. Miałam coś powiedzieć, ale nagle zadzwonił Jego telefon. Nie patrząc na wyświetlacz, automatycznie odebrał. Nie słyszałam drugiego rozmówcy, usłyszałam tylko tyle z tej krótkiej rozmowy.
- Halo.
- No był mały problem z człowiekiem Scotta, ale jest ze mną bezpieczna. - kim jest Scott?
- Powiem Ci potem, jak przyjadę, pa. - i rozłączył się. Co tu w ogóle się dzieję. Najpierw ten facet chcący mnie zgwałcić, potem chłopak, którego imienia nie znam do tej pory, ratujący mnie, jeszcze do tego jakiś Scott... coś mi tu nie pasuje. Mam wrażenie jakby to nie był przypadek, jakbym nie była przypadkową osobą. Oni się znali. Skąd on się tam wziął? Tam nikt nie chodzi. Skąd on wie gdzie mieszkam? Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi. Chłopak w skupieniu prowadził samochód, kurczowo trzymając kierownicę. Jeśli chodzi o wygląd, był również wysokim, postawnym mężczyzną. Miał kilkudniowy zarost, co było pociągające... Boże, o czym ja myślę. Nieważne. Wkrótce zatrzymał się pod moim domem, a raczej domem Daniela. Kim On jest? Ach, to dosyć skomplikowane. 
Nigdy nie byłam kochana przez ojca ani macochę. Często wmawiałam sobie, że jest inaczej, ale swoim ostatnim czynem, jakim było wyrzucenie mnie z domu, potwierdzili, że byłam dla nich tylko problemem. Wzięłam walizkę, w której miałam najpotrzebniejsze rzeczy i opuściłam moje dotychczasowe miejsce zamieszkania. Szłam przez londyńskie ulice i zderzyłam się z chłopakiem. Spytał dlaczego chodzę z tą walizką w nocy. Powiedziałam mu, że nie mam gdzie mieszkać. Wtedy on powiedział, że mogę zamieszkać u Niego. U Daniela. Jest dla mnie przyjacielem... Byłam ciekawa jednego.
- Jak masz na imię? - spytałam cicho. Chłopak patrzył się na mnie przez jakieś pól minuty. Już miałam odwrócić się i wysiąść, ale usłyszałam odpowiedź.
- Liam.
Liam.
To cześć, dzięki za wszystko Liam. 
- Do zobaczenia. - powiedział i już po chwili mogłam ujrzeć odjeżdżający samochód. Podeszłam do drzwi wejściowych, po czym otworzyłam je po cichu z nadzieją, że nie obudzę Daniela, ale nie składało się na to, gdyż chłopak nie spał, a co dziwniejsze -  szykował się do wyjścia.
- Hej, gdzie idziesz? - spytałam zdziwiona. No bo po co miałby wychodzić o tej porze. Było wpół do drugiej. To musiało być coś ważnego. Zaczęłam się martwić.
- Muszę coś załatwić. - oznajmił, a widząc moją zmartwioną twarz, dodał. - Nie martw się, wrócę niedługo, a Ty kładź się spać aniołku i zamknij za mną drzwi na zamek. - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i zdjęłam swoje buty z nóg, po czym poszłam na górę. Skierowałam się w stronę łazienki i wzięłam prysznic. Potem wskoczyłam w moją piżamę i położyłam się do łóżka. Myśląc jeszcze o wydarzeniach z dzisiejszego dnia (i nocy) odpłynęłam do krainy Morfeusza.

*Harry's POV*


Siedziałem z Zayn'em i Louis'em w salonie. Oni pili piwo i grali w Fifę, a ja rozmyślałem. 
Minął rok. Cholerny rok. Wciąż nie potrafiłem się pozbierać po śmierci Gemmy. Była moją jedyną siostrą, kochałem ją. Popełniła samobójstwo przez tego frajera. Wood. Najzwyczajniej w świecie zostawił ją i nazwał dziwką. Nie wytrzymała tego, podcięła sobie żyły. Widziałem jak umierała. Cztery miesiące temu, przyszedłem na cmentarz. Podszedłem do jej grobu, pomodliłem się. Wstałem i wracałem do auta, mijając kolejne nagrobki, ale w pewnym momencie zatrzymałem się. Zobaczyłem dziewczynę. Mówiła coś, patrząc na płytę nagrobną. Po chwili wyciągnęła żyletkę i zrobiła to. Poczułem ukłucie w sercu. Przed oczami stanęła mi scena umierającej siostry. Nie mogłem się ruszyć, stałem tam jak sparaliżowany. Gdy dziewczyna zaprzestała i poszła w stronę wyjścia, otrząsnąłem się i poszedłem za nią. Wsiadła do taksówki, a ja postanowiłem ją śledzić. Gdy dojechała pod dom, zapisałem jej adres i pojechałem do siebie. Potem poprosiłem Daniela, członka gangu, aby pojechał do jej rodziców i kazał im, wyrzucić ją z domu. Poszło łatwo. Dziewczyna kończyła za parę dni osiemnastkę, zresztą - rodzice jej nie kochali, więc się zgodzili. To by wyjaśniało autodestrukcję. Później Dan ''przypadkowo'' spotkał ją i zaproponował mieszkanie u Niego. Kazałem mu jej pilnować. Dlaczego sam tego nie zrobiłem? Nie chciałbym jej zranić. Była taka drobna, krucha. Bałbym się, że jakikolwiek mój ruch mógłby być dla Niej zagrożeniem. Jestem przestępcą. Jestem znany w całym Londynie przez tutejsze gangi. Zabijam ludzi, ale nie przypadkowych ludzi. Tylko tych, którzy na to zasłużyli. Policja mnie szuka, lecz bezskutecznie. 
- E, Harreh, grasz? 
- Nie, dzięki Loui, ale muszę zadzwonić do Liam'a i spytać się jak tam Skylar.
- Ok. - powiedział tylko tyle i poszedł dalej grać. Ja natomiast wybrałem numer Payne'a i zadzwoniłem. Już po chwili usłyszałem głos przyjaciela.
- Halo.
- Cześć, jak tam ze Sky?
- No był mały problem z człowiekiem Scotta, ale jest ze mną bezpieczna. 
Kurwa.
- Co się do kurwy nędzy tam stało? - spytałem zdenerwowany.
- Powiem Ci potem, jak przyjadę, pa. -rozłączył się. Przeczuwałem zło. Scott wrócił. Widocznie mało mu wrażeń było. 
- Chłopaki, kończcie grę i dzwońcie po Niall'a, a ja zadzwonię po Daniel'a. Robimy zebranie. - oznajmiłem i wybrałem numer.
 - Przecież jest środek nocy. - powiedział Zayn.
- Rób co mówię.. - ująłem krótko, zadzwoniłem do chłopaka. Powiedziałem mu o spotkaniu. Pół godziny później wszyscy byliśmy w salonie.
- Słuchajcie, mam złą wiadomość.
- Co jest? - spytał Dan. Spojrzałem znacząco na Liam'a.
- Scott wrócił. - wszyscy momentalnie odwrócili się w moją stronę i patrzeli na mnie z nie do wierzeniem. Wtem Payne wciął się do rozmowy.
- Co gorsza, jeden z Jego ludzi dobierał się do Skylar. 
- No to będzie problem. Duży problem. - powiedział Louis.
- Dobra, no więc plan jest taki. Daniel pilnuje ją w domu, Zayn i Niall w dzień, gdy jest poza domem, a Louis i Liam w nocy, gdy pracuje, ja namierzę Scott'a i jego ludzi.
- Myślisz Harry, że ochronisz ją przed całym złem tego świata? - wypalił nagle Malik. Spojrzałem na Niego złowrogo.
- Tak, tak kurwa myślę. Koniec zebrania. - powiedziałem i poszedłem do siebie do pokoju, trzaskając drzwiami.  Przed snem napisałem jeszcze do kogoś SMSa, a mianowicie do dziewczyny, która stała się częścią mojego życia, pomimo, że nie wiedziała o moim istnieniu.





*Skylar's POV* 

Obudził mnie dźwięk telefonu. Podniosłam się ociężale, przetarłam oczy i chwyciłam w dłoń komórkę. Dostałam SMSa. Kliknęłam w ikonę i już po chwili otworzyła się, dzięki czemu mogłam zobaczyć treść. Numer był nieznany. A treść brzmiała: ,,Nie martw się, jesteś bezpieczna. Nie rób sobie krzywdy. xx ''. Kto to mógł napisać? Myślałam krótko, po czym oświeciło mnie. To pewnie Liam. Byłam na tyle zmęczona, że opadłam na łóżko i ponownie zasnęłam. 

_______________________________________________________________________________
Tak więc mamy rozdział pierwszy za sobą. Co o nim sądzicie? Proszę, piszcie swoją opinię. Pozdrawiam, Sandra xx